Nie jest to a capella, mogli się pozbyć tej perkusji. Ale i tak jest całkiem imponujące:
Po dwóch/trzech kawałkach się nudzi, ale do tego czasu… smacznego!
Nie jest to a capella, mogli się pozbyć tej perkusji. Ale i tak jest całkiem imponujące:
Po dwóch/trzech kawałkach się nudzi, ale do tego czasu… smacznego!
…żeby nie było że wrzucam zdjęcia cichaczem. W Łodzi też byłem. Bardzo krótki pobyt, poświęcony praktycznie w całości rodzinie, więc jeśli ktoś zamierza tu narzekać że się nie odezwałem, to z góry przepraszam.
Przeszedłem się po kawałku Łodzi, i zrobiłem trochę zdjęć. Głównie tych brzydkich kawałków. I kiepskim aparatem. Niestety, wygląda na to że od wczesnych lat ‘90tych w Łodzi zbyt wiele się nie zmieniło. Szkoda, bo w pewnym momencie rozsypujący się żelbeton przestaje być ładny, a zaczyna być koszmarny. To znaczy, zakładając że w dalszym ciągu w tym miejscu mają żyć ludzie.
A jak ktoś nie chce się dołować brzydkimi zdjęciami, to zapraszam na tego bloga, gdzie Łódź jest kolorowa i uśmiechnięta.
Że niby długo mnie tu nie było? A jak miałem pisać, jak byłem w więzieniu?
Serio. W sobotę byliśmy w więzieniu. I to nie jakimś tam piewszym lepszym, tylko więzieniu z tradycjami (sali gimnastycznej nie stwierdzono). Kilmainham Gaol to nieczynne już więzienie, przerobione obecnie na muzeum. Miejsce bardzo ważne dla Irlandczyków, bo zapuszkowano w nim wiele osób które w XIX i XX wieku walczyło przeciwko brytyjskim najeźdźcom. Na terenie tego więzienia odbywały się też egzekucje. Więzienie rzadko kiedy kojarzy się pozytywnie, to konkretne ma dodatkowe patriotyczne konotacje.
Przez cały czas zwiedzania zastanawiałem się jak to miejsce odbierają bezpośrednio zainteresowani. Dla nas było to po prostu zabytkowe więzienie, w którym umarło parę znanych osób (“sami kolejarze, Pearse, Connolly…”¹). Swoją drogą, zaimponowało mi nieco brak rozdzierania szat, gigantycznych zniczy i pomników w środku. A teoretycznie mieli by czemu stawiać, bo przecież to (m.in.) egzekucja Connollego spowodowała że Irlandia odzyskała z powrotem niepodległość. Tymczasem w miejscu egzekucji stoi prosty czarny krzyż, a na podwórku powiewa irlandzka flaga. I to wszystko.
Z mniej zweryfikowanych faktów: ponoć to więzienie, zbudowane w XIX wieku, miało być nowoczesnym i radykalnym odejściem od konceptu “wrzucamy do lochu i czekamy aż zgnije”. Jednoosobowe cele, prace społeczne i panoptikonowy budynek. Wszystko pięknie i dobrze, tylko koncept nie utrzymał się zbyt długo. Więzienie miało 140 jednoosobowych cel. Przeciętnie siedziało w nim 6-8 razy więcej osób — a w czasach zarazy ziemniaczanej nawet ponad 10 TYSIĘCY osób. Nie był to może loch z założenia, ale w takowy się szybko przeistoczył. A na moje pytanie czy w więzieniu kiedykolwiek wybuchł bunt (z racji tak dużego tłoku), przewodnik z rozbrajającym uśmiechem odparł, że ludzie specjalnie popełniali przestępstwa, by się do tego więzienia dostać — przynajmniej jeden gwarantowany posiłek dziennie. Tak więc do więzienia trafiali przestępcy, oraz zwykli ludzie — w tym również dzieciaki (rekord więzienia to pięciolatek, posadzony za jazdę pociągiem na gapę na dwa miesiące). W efekcie, nawet korytarze były obstawione. A dokładnie w tym samym czasie, w tym samym więzieniu trzymano więźniów “luksusowych” (takich jak Charles Parnell), którzy do własnej dyspozycji mieli paręnaście metrów kwadratowych, meble, kominek, posiłki z restauracji…
Zdecydowanie warto odwiedzić, obejrzeć i posłuchać opowieści.
¹ Dla niedublińczyków, nazwiskami tych ludzi ponazywano stacje DARTa.