Poszliśmy obejrzeć Chicago.
Wróć, inaczej. Dowiedzieliśmy się że grają w dublińskim Gaiety Theatre Chicago. Film nam się bardzo podobał, więc decyzja była szybka. I właśnie wróciliśmy z przedstawienia. Jak było?
Królowa jest zachwycona. Więcej piosenek niż w filmie, skromniejsza, ale wcale nie gorsza scenografia. Velmę Kelly grała dublerka, wyszło jej nieźle, aczkolwiek było widać różnicę klasy w porównaniu do Emmy Barton grającej Roxie Hart. Po prostu ta druga była znacznie pewniejsza siebie :) Były półnagie biusty, całkiem nagie torsy, kabaretki, gorsety i pawie wachlarze. Bardzo przewrotnie i sprytnie zrobiono scenę procesu, w filmie praktycznie całkowicie fabularną i pozbawioną piosenek. Zamiast Lucy Liu był inny kociak, równie wkurzony, jeno o ciemnej karnacji. Wyglądało na to, że zarówno aktorzy jak i orkiestra (którą usadowiono centralnie na scenie) świetnie się bawili. Zupełnie tak jak my :D
Osobną sprawą było śmieszna zachowanie parsera — człowiek przyzwyczajony do konkretnych wykonań utworów co chwila zauważał że “ale moment, to było inaczej…”. Łącznie z warstwą wizualną, bo podstępnie Roxie zrobili brunetką a Velmę — rudzielcem. I wyszło to wielce udanie.
Poniżej urywki przedstawienia w dokładnie identycznej aranżacji, z tymi samymi aktorami¹.
A dla tych co preferują mniej rozchybotany obraz, kawałek z filmu.
Następny level w tym temacie, to obejrzenie Chicago w Chicago… “Play my exit music!”
¹ No, prawie. W tym filmiku jest na odwrót z dublerami, Velma Kelly jest oryginalna, a Roxie Hart — zdublowana.
…wyglądał tak:
Tetris na żywo, poszczególne klocki z pudełek z magnesami, własnoręcznie zsamplowane odgłosy. No i małe tetrisowe gnomy, które starały się jak tylko mogły urozmaicać grę :D