W ramach szalonych i nieodpowiedzialnych decyzji poszedłem sobie dzisiaj na firmową siłownię¹. Jeszcze nie po to by poćwiczyć, póki co po to by porozmawiać. Bardzo przekonywujące rzeczy usłyszałem, potraktowano mnie jak jakiegoś technicznego i wyliczono co taka icetea robi z człowieka.
Tytuł się raczej nie zmieni, ale może coś zacznę z tym robić…
¹”siłownia” to kiepskie tłumaczenie “gym”, prawda?



