The Atrocity Archives

Dalej mi się Stross podoba. Owszem, pisze stosunkowo “podobnie”, a niektóre pomysły są nieco wytarte — ale jest w tych książkach coś, co powoduje że odkładam książkę z poczuciem najedzenia i zadowolenia. Odwrotnie niż w przypadku Gaimana, który cechując się tym samym, powoduje u mnie (na ogół) napad ziewania.

We live in an age of uncertainty, complexity, and paranoia. Uncertainty because, for the past few centuries, there has simply been far too much knowledge out there for any one human being to get their brains around; we are all ignorant, if you dig far enough. Complexity multiplies because our areas of ignorance and our blind spots intersect in unpredictable ways — the most benign projects have unforseen side effects. And paranoia is the emergent spawn of those side effects; the world is not as it seems, and indeed we may never be able to comprehend the world-as-it-is, without the comforting filter lenses of our preconceptions and our mass media.

It is therefore both an attractive proposition (and a frightening one) to believe that someone, somewhere, knows the score. It’s attractive when we think they’re on our side, defenders of our values and our lives, fighting in the great and secret wars to ensure that our cosy creature comforts survive undisturbed. And it’s terrifying when we fear that maybe, just maybe, someone out there who doesn’t like us, or even doesn’t think like us, has got their hands on the control yoke of an airliner and is aiming dead for the twin towers of our Weltanschauung.

Posłowie do The Atrocity Archives jest osobnym smakowitym kąskiem w tej książce. A fragment w którym zarzeka się że nie grał w Delta Green — uroczy :D

Rrrodzina przyjeżdża

Już za minutkę, już za momencik… w mieszkaniu będą +2 sztuki. Pewnie gdzieś pojedziemy, pokazać przybyszom z kontynentu owce, jałowce, leniwce… eee… znaczy się, piękną celtycką faunę, florę oraz architekturę.

*kaszl*kaszl*

UWAGA! GROŹNA CHOROBA ZAKAŹNA!

Jakiś czas temu pod wpływem minirecenzji znajomej powędrowaliśmy na wystawę ludzkich preparatów, Bodies. Wczoraj, by kontynować trend biologiczny, odwiedziliśmy “INFECTIOUS!”. Wystawa zorganizowana przez Trinity College, miała na celu pokazać różne ciekawe aspekty chorób zakaźnych.

Jaki werdykt? Cóż, królowa jest ponownie zachwycona. Przy wejściu każdy zwiedzający dostaje smycz z czipem RFID. Lampka podpięta do tego czipa pokazuje stan zdrowia zwiedzającego — jeżeli mruga w szybkim tempie, oznacza to że dopadł nas unoszący się w “eterze” wirus. Nosicielami są albo inni zakażeni, albo — podstępnie — wystawki z wirusami, za którymi sprytnie schowano RFID siejący “wirusem” wśród zwiedzających. Na terenie wystawy wiszą wielkie ekrany pokazujące stan i położenie obecnych na terenie ludzi — kropka czerwona oznacza nosiciela, zielona — osobę zdrową. Świetny pomysł, przez pierwsze piętnaście minut uciekaliśmy przed nosicielami, dopytując się obsługi gdzie tu rozdają niezbędne w tego typu przypadkach shotguny i miotacze ognia. Potem zaraziłem się od galerii płytek z kulturami bakterii, ode mnie wirusa podchwycili inni, i zaczęliśmy chodzić dookoła wysysając ludziom mózgi. Epizod z wirusem zakończyła wizyta w stacji dezynfekującej na piętrze — nadajnik, ekran LCD, na ekranie napis healer.

Sama wystawa była ciekawa, ale nieco maława. Na plus należy zaliczyć jej interaktywność, praktycznie każde stanowisko oferowało jakąś możliwość zabawy. Były rozwielitki generujące muzykę (różna muzyka w zależności od stopnia/rodzaju zakażenia), możliwość wyizolowania (i przebadania) kawałka swojego DNA (mieli laboratorium robiące polimerazę łańcuchową :), automatyczny instruktor mycia rąk, symulacja rozchodzenia się choroby zakaźnej po świecie i wiele innych tego typu zabawek. Niezwiązana chyba z wystawą była minigra, zrealizowana na bazie elektroencefalogramu — wygrywał najbardziej bezmyś… eee… wyluzowany zawodnik. Wygrałem! :)

Bardzo dobra rzecz. Szczerze polecam każdemu kto będzie miał okazję. Otwarte do 17go lipca tego roku.