Pomyłka jak pomyłka, ale to zdanie mnie rozwaliło:
Redakcja w pośpiechu skopiowała z Naszej Klasy fotografię nie tej osoby.
To jest tak bardzo dziwne i nie w porządku że nawet nie wiem od czego zacząć.
…nie, nie Hiszpańskiej Inkwizycji. Yattamana w wersji aktorskiej.
(będzie hit, w Japonii i w Polsce wśród tych którzy oglądali te dziwne japońsko-włoskie bajki na Polonii 1 :)
+yacoob@magi:~[237]> date -d '@1234567890' Fri Feb 13 23:31:30 GMT 2009
Sto lat to życzyć nie będę, ale udanej mutacji poza rok 2038 – jak najbardziej :) Zdrówko!
Z lektury przy śniadaniu — artykuł o bombie skaczącej w Wikipedii. Niezły sposób na ominięcie zabezpieczeń antytorpedowych. Szkoda że w innych dziedzinach życia nie jesteśmy równie pomysłowi.
Już od pewnego czasu zbierają mi się w katalogu na dysku pojedyncze zdjęcia, pstryknięte gdzieś przypadkiem. Takie migawki – śmieszne, straszne, albo po prostu obrazki. Wrzuciłem to w końcu w sieć, możecie pooglądać tutaj.
A dzisiaj pojechaliśmy sobie do Allenwood. Skusiła nas znaleziona w Wikipedii informacja, że jest tam stara elektrownia, która konsumowała torf z okolicznych bagien. Niestety, okazało się że po elektrownii zostały się tylko okruchy, a atrakcyjne zdjęcia tejże to tylko wspomnienie¹. Nic straconego, okolica ładna, fjordów do karmienia nie było, ale zaśnieżone górki też wdzięcznie wyglądały. Dodatkowym bonusem była tablica po przedszkolu przy elektrowni, które ktoś nazwał… “Bright Sparks”. Superbohaterów tam hodowali, czy jak? :D
¹ Tak to jest, jak człowiek niewyspany siada do komputera.
Złapali agenta Tylera Durdena? A może to tylko podpucha, a właściwy sabotaż…
Kładliśmy się spać około drugiej w nocy. Agata zauważyła, że pada śnieg.
A dzisiaj rano Zielona Wyspa wyglądała już tak¹.
Pułapka! Podstęp! Oszustwo! Ktoś na górze potknął się o pojemnik z zestaloną wodą, albo źle wpisał coś do tabelki w Excelu i… rezultaty są KATASTROFICZNE! Media donoszą o całkowitym paraliżu życia na Wyspie, ostatni żyjący człowiek widziany był nieco nad ranem, tuż po tym jak poślizgnął się przed swoim domem wychodząc rano po mleko. ONZ zapowiedziało akcję ratunkową, składającą się głównie z lotniczych dostaw dużych ilości Guinessa do odciętych od świata wiosek i miast.
A iceteajunkie popatrzył za okno, wzruszył ramionami i pojechał do pracy², mamrocząc coś pod nosem o polskiej pogodzie…
¹ jestem leniwy więc zdjęcia pożyczam od Automacieja :)
² no dobra, moja ulubiona żona mnie zawiozła :D
Dawniej MPEGi były “lepsze”, bo nie wymagały olbrzymich mocy obliczeniowych by obejrzeć film/teledysk.
Teraz MPEGi są gorsze¹, bo wymagają o wiele większego nieprzerwanego strumienia danych z nośnika :)
¹ dorwaliśmy stare płyty² z AMVkami i przeglądamy — czytnik w laptopie zgrzyta i pokasłuje
² …bo pamiętałem ładny teledysk i chciałem³ sprawdzić tytuł anime (RahXephon, a nie Texhnolyze!)
³ Wystarczy już tych przypisów!
Ominął mnie koniec Internetu, kurdebalans. W czasie gdy kontinuum czasoprzestrzenne Internetu zwijało się w punkt, spokojnie wybierałem sobie nową kurtkę i buty w sklepie turystycznym.
Nie, nie będę pisał o technicznej stronie tej awarii — o wiele ciekawsza jest strona “społeczna”. Te rozkrzyczane tłumy w panice szukające suflera który podpowie co dalej. “Pękł mi Internet, nic nie działa, AAaaaAaa….”. I owszem, rozumiem że to mogło sporej ilości osób pokrzyżować plany, ale… Jak to ktoś napisał w jednym z milionów komentarzy — “Jak w moim mieście jest rozkopana któraś z dróg dojazdowych do pracy, to nie stoję przed tymi wykopami trzy dni, tylko jadę inną drogą”. Ale wychodzi na to że to nie była po prostu awaria jednej z popularnych usług internetowych — tylko coś porównywalnego ze zmianą polaryzacji grawitacji czy ucieczką atmosfery. Podczas ataku Godzilli.
No to jak? Zauważyliście że było rozkopane? A jakbyście zauważyli, to którędy pojedziecie? Do łez rozśmieszył mnie tekst z /., gdzie ktoś ze zdziwieniem stwierdził “Wow, yahoo to się trochę zmieniło od ostatniej wizyty…”.