Ha. Dopiero teraz zauważyłem kto gra na urodzinach w filmowym Dziennym Patrolu. Verka Serduczka!
Ha. Dopiero teraz zauważyłem kto gra na urodzinach w filmowym Dziennym Patrolu. Verka Serduczka!
Oryginalna wersja ale po polsku. Śliczna.
…coś będzie jak icetea spod kartonów wygrzebie się.
W skrócie: w środę dostarczyli graty, i zaczął się drugi poziom Sokobana. Jest fajnie, wszędzie mamy kartony wymieszane równo z kotami. I padamy na ryjki ze zmęczenia.
Do przeczytania później.
…parę detali.
O technikaliach przedwyjazdowych pisać nie będę – zostało to doskonale uczynione tu i tu.
W przeddzień wylotu koty powędrowały do veta na parę zabiegów. Obcięcie pazurków ze względów czysto praktycznych, by kot nie mógł nikomu zrobić krzywdy, włączając w to brata. Odkleszczenie kroplą na kark. Odrobaczenie tabletką. Wszystko to wpisane do paszportu, łącznie z godziną — odkleszczanie i odrobaczenie musi być wykonane w ściśle określonym, 48h oknie. Przy okazji sprawdziliśmy jeszcze czipy, bo trochę się poprzesuwały w kotach — w dalszym ciągu czytelne, w dalszym ciągu poprawne. Futra wróciły do domu nieświadome czekających ich przygód.
Następnego dnia wydarzenia wystartowały od rana. Spakowaliśmy resztę domu, koty wrzuciliśmy do naszego domowego kotenerka i pojechaliśmy na cargo we Wrocławiu. Tam czekał już na nas p. Leszek Garczarczyk z trzema różnymi klatkami. Szybka przymiarka i decyzja — koty lecą razem w dużej plastikowej klatce. Klatka wielka, napis Lufthansa z boku, skomplikowane zamknięcie, miseczka na wodę w zestawie. Do środka wrzuciliśmy im dwa koce domowe, plus nasze piżamy — by śmierdziało znajomym człowiekiem. Tysiąc dwieście podpisów na dokumentach, po czym koty zostawiliśmy pod opieką p. Leszka i załogi cargo. Wszystkie papiery, dokumenty, badania itp. powędrowały do koperty która poleciała razem z kotami. Nam został się oryginał listu przewozowego i deklaracja dla LOTu że koty nie odgryzają głów napotkanym ludziom.
Kolejne “spotkanie” z kotami to moment wsiadania do samolotu – kotenerek podjechał do ładowni, mieliśmy okazję zapytać się ludzi od pakowania czy wszystko OK, i czy klatka miauczy. Takiej szansy nie mieliśmy już w Dublinie, to duże lotnisko, ludzi wyssano rękawem, a bagaże taśmociągiem. Mimo najlepszych chęci nie dojrzeliśmy klatki.
Z lotniska pojechaliśmy taksówką do kliniki. Klinika jest po prawej stronie drogi, więc trzeba zawrócić na rondzie, tuż przed M1. Wparowaliśmy do środka a tam… “kotów jeszcze nie ma”. Że niby do półtorej godziny. No to czekamy. To był chyba najgorszy moment, kurier z kotami przyjechał dokładnie po 1h 32m, my spędziliśmy w klinice prawie godzinę. Pod koniec nerwy zaczynały już nieco puszczać. Pan vet zapytał się tylko gdzie są dokumenty, po czym zniknął. Dwadzieścia minut później pielęgniarka wyszurała nam pudełko z dwoma żywymi, zachrypniętymi i nieco przestraszonymi kotami.
Aktualnie koty zwiedziły już nowy dom, znalazły kuwetę, znalazły żarcie. Tysiąc nowych wrażeń, jeszcze dalej chrypią i ostrożnie podchodzą do wszystkiego, ale wygląda na to że pełen sukces.
Zdecydowanie polecamy usługi pana Leszka w temacie przewozów kotów — bardzo przyjemnie, bardzo konkretnie. Osobne podziękowania dla Boskiej, Zarazka i Toshiego, którzy pomogli w kociej logistyce.
To co, zyskałem już przydomek ‘crazy cat guy’ w Waszych oczach? :D
Zmęczone stado dwojga ludzi i dwóch kotów dotarło bezproblemowo do domu.
Później opowiemy.
Wielki Sokoban połączony z Tetrisem. Zakończony. Od 9 rano w mieszkaniu szalał Człowiek-Opakowanie, wszystkie przedmioty nie znajdujące się na czarnej liście zostały zakartonowione, ofoliowane, skatalogowane i wrzucone na ciężarówkę. Nasz udział w całym procesie ograniczył się do miotania się po scenie i wydawania okrzyków “to nie! tego nie! nieeee….!”. Zdecydowany minus takiego rozwiązania to fakt że mieliśmy dużo czasu na oberwanie tymi wszystkimi emocjami, które normalnie zostałyby spłukane przez wysiłek fizyczny.
W każdym razie w tej chwili mamy dużo wolnego miejsca, echo oraz dziurę w łóżku w miejsce materaca. Jeżeli ktoś ma kręgle, to zapraszamy do nas, zrobimy kręgielnie :D
…nieubłaganie gna do przodu. Trzeba by się iść spakować. Jutro od samego rana przyjeżdża firma przeprowadzkow, dwa i pół dnia przyjdzie nam spędzić w pustym domu. Część formalności załatwiona, część jeszcze przed nami. Futra dalej nieświadome swojego losu, hasają po plastikowej torbie z Ikei. A ja boję się coraz bardziej.
Można zacząć trzymać kciuki.