Nu pagadi, zajc!

Tesco.

Z głośnika: “Mlurm blurm flurm something, please report to the front desk immediately!”

Pani w mundurku Tesco stojąca obok mnie, po polsku, patrząc z nienawiścią na głośnik: “Teraz, to ja na przerwę idę…”

Kurtyna.

*klap*

No, to “mieszkam”.

Konkretniej, to w dalszym ciągu nie poupychałem gratów po szafach, leży wszystko rozbebeszone. Śmierdzi domestosem, wyczyściłem niektóre kawałki. Niektóre, bo jakoś w połowie stwierdziłem że już mi się nie chce, że może jednak chociaż kawałek weekendu zasłuży na swoje miano. Udało mi się rozpracować skomplikowany mechanizm dotyczący pieca, więc mam nawet ciepło. Dostęp do Internetu *kaszl*kaszl* pożyczony zza ściany, mam nadzieję że lada moment dostanę swój własny. Większość sprzętu AGD działa zgodnie z założeniami.

Żeby nie było za słodko to parę usterek tutaj też znalazłem, ale mam nadzieję że wszystko uda się ładnie rozwiązać.

Aha — znalezienie lokum oznacza że zaczynam przyjmować gości. Ktoś się pisze na wycieczkę do krainy czterolistnej koniczyny? 8)

Aha^2 – w związku z tym że skończył się (miejmy nadzieję *stuk*puk*)  okres gorących przygód i niespodziewanych zwrotów akcji spodziewajcie się znacznego zmniejszenia się ilości wpisów tutaj. Na pewno w obrębie najbliższego tygodnia – odwiedza mnie Agata i będę miał na głowie rzeczy o wiele ważniejsze (i przyjemniejsze!) niż wpisy na blogusia. Do zobaczenia w grudniu!

Spod kominka, dla państwa  – iceteajunkie.

Happy?

You bet.

“…to co Ty tam właściwie robisz?”

No jak to co? Jem sushi, siedzę na ircu i gram w Guitar Hero :P

A tak bardziej serio: opiekuję się kawałkiem infrastruktury firmy, konkretnie tym pełzającym po Sieci stworzeniem które przegląda strony. Zwierzątko trzeba nakarmić, napoić, pobawić się czasami. Czasami biedactwo gdzieś utknie, i piszczy z całej siły, by przyjść i pomóc. A czasami wywali się na grzbiet, i jak ten żółw, nie przewrócisz z powrotem to gotów zdechnąć w takiej pozycji.

Właśnie szykuję się do służby czynnej, uprzejmie uprasza się o trzymanie kciuków.

A na deser: ankiety.

Ten poniedziałek był wspaniały

Nie wyspałem się, błyszczałem intelektem na lewo i prawo, zadawałem głupie pytania, zabrakło dobrego sushi na stołówce, deszcz padał tylko wtedy kiedy byłem na zewnątrz budynku oraz – na deser – zasiałem zamęt i chaos w jednym z planów na następne tygodnie.

Jeśli jutro też będzie Poniedziałek, to ktoś tam na górze ma w zęby.

Dabbawala

Grunt by człowieka cieszyło to co robi, prawda?

The only card I need is ace of spades

Uff. Z pracy dzisiaj wyszedłem o 23. “Skandal! Hańba! Targowica! Nie godzi się!” zakrzykniecie zaraz¹. Co ja jednak poradzę na to że nie mam za bardzo nic innego do roboty, z “domu” do pracy mam minutę tyłem i na czworakach, a w samej pracy ciekawych zabawek stosy. I to w połączeniu z uprzyjemniaczami powoduje że człowiek wpada w deep hack mode, po czym budzi się kilkanaście godzin później, z wypiekami na twarzy i gigantycznym “wow!” w głowie.

Tak, mam na myśli że w pracy bawię się dobrze. Ciekawe ile jeszcze czasu potrzeba zanim stwierdzę że znam już wszystko i nuuuudzi mi się. Będę się tym martwił jeśli/kiedy taki moment nadejdzie, póki co jest wyśmienicie. Dzisiaj dla próby świeżo nabytych umiejętności skleciłem małą zabawkę, która miała dopilnować rozwoju wydarzeń, a następnie powiadomić mnie w momencie gdy skończy się pewien długotrwały proces – i poszedłem grać w Guitar Hero. Po jakichś 35 minutach zapiskała komórka – “gotowe!”. Niby drobnostka, ale daje to mile łechczące uczucie że oto właśnie opanowałeś człowieku kawałek magicznej infrastruktury, nagiąłeś do swojej woli potężne siły. Huah?

Wirtualnie rzecz biorąc, “przeprowadziłem” się na nowe mieszkanie. Prawie wszystkie instytucje tutaj mają mój nowy adres, elektrownia załatwiona, gazownia załatwiona, telefon – wbrew wszelkim zapowiedziom – też. Muszę teraz tylko DSLa wyczarować i mieszkanie będzie gotowe.

A na deser – miętowy opł^W^WJpod Couplanda. Czy już mówiłem jak bardzo się cieszę że wylądowałem w kraju gdzie można dostać dużo ciekawych książek w normalnym języku? Nie? No to mówię niniejszym.

And don’t forget the joker!

¹ Albo i gorzej.

Dziadku iceteajunkie…

” – …a dziadek to miał swoją stronę domową?

- Oj miałem, córuś, miałem…”

Zdajecie sobie sprawę co się pozmieniało? A ta lista to tylko czubeczek.

Prawdziwe

Chyba? Niestety. Tak jakoś połowa drugiej strony i trzecia.

Całkiem nieźle rozpisane to co mi chodziło po głowie od pewnego czasu. Ale wiem, nie mam prawa głosu.

A z innej beczki, ciekawe czy przedefiniuję sobie słowo “patriotyzm” dzięki pobytowi za granicą.

Your typical Polish guy

Zaproszony zostałem na kolację – firmową. Szkoda że w trakcie rzeczonej wyczarowano skądś żubrówkę z hasłem “Ty z Polski jesteś, prawda?”. A wszyscy czytelnicy chyba znają moje podejście do alkoholu…

Jakoś przeżyłem, obyło się bez strat w ludziach tudzież komórkach mózgowych. I jak widać dalej potrafię jasno i czytelnie pisać. :P