Orzel wyladowal

Ano wyladowal. Szczesliwie, calo. I bez pliterek – obecny tu gnom ubuntu nie daje sie przekonac ze pliterki dobre. Niewazne to jest, jutro bede mial swoj komputer.

Zacznijmy od tego ze moja szanowna Rodzina zrobila mi niespodzianke – rodzice + brat przyjechali mnie pozegnac. Nie spodziewalem sie, bardzo dziekuje, bardzo mila niespodzianka :D

Sama droga uplynela dosyc szybko – jedynym zgrzytem byla dwojka dzieciakow umiejscowiona dokladnie za mna. Same dzieci mi nie przeszkadzaja, ale dzieci ktore stepuja przy wtorze dzikich okrzykow + rodzicielka ktora koordynuje je ostrymi komendami – to jest juz pewna niedogodnoscia. Nic to. Dolecialem.

Z lotniska zgarnal mnie umowiony uprzednio kierowca. Rodowity Dublinczyk, z rownie rodowitym akcentem. Wyzwanie dla parsera. Troche czulem sie nieswojo siedzac po lewej stronie samochodu bez kierownicy przed soba, ale na szczescie szybko to minelo. Objechalismy spory kawalek miasta, obejrzalem sobie to i owo – znalazlem ciekawie wygladajaca dzielnice. Oczywiscie zapomnialem jej nazwy, ale spojrze na mape to sobie przypomne.

Hotel – grunt ze ma wifi :) Pokoj jak pokoj, w lazience oczywiscie umywalka z dwoma kurkami (woe upon them!). Rozpakowalem sie, sprawdzilem poziom sygnalu i pognalem na dol do komputera z Ubuntu tu stojacym. I efektem tego jest wlasnie ta notka :)

Co dalej? Dzis to juz chyba niewiele – organizm domaga sie snu po tych wszystkich emocjach. No i jakiegos posilku, zaraz pojde cos upolowac.

I juz za wszystkim tesknie… :)

Krótka historia choroby

  • 18 III
    Wysłałem z głupia frant zgłoszenie. A, co mi tam, przecież zawsze mogę powiedzieć “nie”.
  • 4 IV
    Jak z głupia frant, to z głupia frant. Wysłałem zgłoszenie na drugie stanowisko. Też mi się podoba, a co. No i znalazłem osobę która doradziła by tam się też zgłosić, bo pewnie mi się spodoba.
  • 12 IV
    Ooops. Podziękowano mi za zgłoszenia i pokazano drzwi. Ale nie tak łatwo za…deptać biedronkę. Do innego znajomego przyszedł mail od rekrutującego. I “jakbyś znał kogoś zainteresowanego, to sforwarduj mu ten list”. Krótka rozmowa z rzeczonym rekrutującym i – “W sumie to nie wiem czemu Ci odmówiono. Kiedy możemy o tym porozmawiać?”.
  • 23 IV
    …no to porozmawiajmy. Miło, przyjemnie, 40 minut i z głowy. Kilka pytań, wynik pozytywny, do przodu.
  • 7 V
    Pierwsza rozmowa techniczna. Nie było trywialnie, ale było bardzo przyjemnie. Pytań sporo, większość dosyć wnikliwych – ale w sumie po rozmowie byłem nawet zadowolony. Jak później się okazało – podstawnie, bo umówiliśmy się na….
  • 21 V
    …drugą rozmowę techniczną. W sumie podobnie jak wyżej – konkretnie, szczegółowo, przyjemnie. I takoż z wynikiem pozytywnym. W tym momencie zacząłem mieć pewne podejrzenia że chyba z “ot tak sobie” zaczyna się robić “nooo, całkiem ciekawie, ciekawie…”.
  • 12 VI
    Występ na wyjeździe. Cały dzień rozmów. Uhhh, jaki byłem zmęczony. Ale za to – jaki zadowolony! Większość moich rozmówców chyba też.
  • 13 VI
    A nie mówiłem? “Czy możesz dostarczyć referencje?”. Baa, pewnie że mogę. Kurczę, w co ja się wpakowałem? :)
  • 2 VII
    *gasp* dostałem ofertę.
  • 5 VII
    Co, ja nie zaakceptuję? Daj karabin! Daj karabin!!

30 IX

No to lecimy.

Nadbagaż jego mać…

Dokonano pakowania wstępnego.

Jak w mordę strzelił, za dużo gratów! Co gorsza, same niezbędne rzeczy zabieram. O, na przykład, stojak na nuty do skrzypiec, jakbym akurat chciał zagrać sobie w czasie podróży. I osobny stojak na nuty do gitary. I miech, bo przecież czasem trzeba puzon przeczyścić…

Ale na serio, ciut ciężkawo mi wyszło. 7,5 + 9 + 11,5 kg.

Samo pakowanie natomiast odbyło się przy dźwiękach tego oto przeboju. Pasuje, prawda?

Uaktualniając informacje które nagromadziły się przez ostatnie parę dni:

  • zdałem 310-044, yay! (tak, nie były trudne te pytania… :)
  • zaszczepiłem się na grypę na rok 2008
  • straciłem swój komputer – moja szanowna żona uaktywniła w sobie McGyvera i z dwóch zrobiła jeden lepszy
  • odebrałem dowód osobisty, double yay!

Niestety, w ramach karmicznej równowagi moja biedna Minolta dokonała żywota. Coś tam jeszcze charcze i podryguje, ale zasadniczo umarła. Efekt będzie taki, że zdjęć z Irlandii i Kalifornii nie będzie – przynajmniej dopóki nie uzbroję się w coś nowego.

Napisał do mnie mój przyszły przełożony, że wita i zaprasza i jakby co to do niego jak w dym. Bardzo pozytywnie jestem zaskoczony. Tylko by nie okazało się że to tak jak w tym dowcipie z diabłem, studentem i wiaderkiem gwoździ… :D

A z beczki dodatkowej – mój szanowny były coworker potrafi piękne notki pisać, and I mean it.

Idę się denerwować zbliżającymi się wielkimi krokami Zmianami. “Bo to już pojutrze!”

*błysk*

Mieszkanie uprzątnięte. To znaczy, grep zakończył działanie, śmieci odsiane, diamenty schowane.  Jutro próbne pakowanie.

This is the dawn of time

In fields of green, vast as the oceans
 Is this a dream, is it evermore?
 A million years, fast as a notion
 I stand alone here on the silent shore
 
 I’m after prey in the fields
 Shelter in a cave from the cold and lonely nights
 And now it all seems so real
 warming at the fireside beneath the pale moonlight
 
 This is the dawn of time
 I am the first to stand
 Looking through the eyes of the primal man
 This is the dawn of time
 Witnessing the birth
 I am the first man on earth

—  Ayreon, The First Man on Earth

 

Och, jak ja dawno tego nie słuchałem. Śliczne. Specyficzne, i oczywiście przejeść się tym też można, ale śliczne – w tej chwili, w tym momencie. Mlask. Niech co albumy koncepcyjne? NIECH ŻYJĄ!

…and now, ON WITH THE SHOW!

Postępowo i nowocześnie pozostawiłem za sobą owłosienie. No dobra, na jajo się nie ogoliłem, ale znowu – jak to mawia Agata – 30 lat młodziej. Namówiony podstepnie przez moją szanowną małżonkę dałem się zaprowadzić do “jakiegoś lepszego fryzjera” – i co prawda wyglądam jak zwykle, ale profesjonalizm pana fryzjera był faktycznie spory. Jakoś tak szast, prast i fryzura była gotowa. Poprzednikom/czkom zajmowało to nieco więcej czasu. Po prostu profesjonalista w swoim fachu.

Rano popchnąłem 310-015 – co oznacza że jestem już ultimate guru w temacie Solarisa 9. Że co? Że to tylko egzamin? Nooo, nie psujcie tak zabawy od razu, niech się trochę ponapawam. :D A we wtorek 310-044. Śmieszne to trochę wszystko jest, bo co niby taki papierek daje? “Pan X w dniu tym i tym zdał egzamin który obejmował materiał odnośnie fą, bę i źę.” – i nic poza tym. Niemniej jednak – dzięki zbieraniu papierków z certyfikatami stajemy się lepsi w zbieraniu papierków z certyfikatami. A samymi papierkami można ogłuszyć fetyszystów certyfikacyjnych którzy staną nam na drodze.

Cichy, aczkolwiek istotny akcent dziś to fakt, że dziś był ostatni dzień mojej pracy w NSN. Cześć i dzieki za ryby. Ominie mnie jutrzejsza Rodzinna Impreza Firmowa – sam nie wiem czy to dobrze czy źle. W poniedziałek i tak odwiedzę Pingwiny w ich leżach.

Innych postępów dziś nie ma – piątek jest, pobyczyć się trzeba. Postacie w GuildWars pewnie głodne – here, kitty kitty.

A dla wszystkich czytelników lubiących zdrowy niezobowiązujący łomot gitarowy o honorze, królu, smokach, krwi i honorze raz jeszcze – filmik. Ładnie panowie wywijają, prawda? A jest jeszcze dłuższa wersja tej piosenki…

Inconciveable!

…w Urzędzie Wojewódzkim wprowadzono system biletowy! Normalnie Ameryka! :D Bardzo mnie to cieszy, w końcu kawałek porządku. Ludzie tylko nieco zagubieni chodzą, bo przyzwyczajeni są do kolejek i zagrywek rodem z przychodni rejonowej. Niestety, naczelnik dokładnie ten co był. Trochę szkoda, z zachowania człowieka wygląda że chce być jowialny i uprzejmy, a wychodzi mu… inaczej. Przynajmniej ja tak ponuro odbieram odebranie telefonu hasłem “Czego dusza pragnie?”.

A z cyklu ‘A to ci…!” – film o kolei.

T-13

Cztery ćwierci do śmierci,

Trzy ćwierci do śmierci,

Dwie ćwierci, jedna ćwierć

Punkt zerowy, czyli śmierć!

— Bajki Robotów, Stanisław Lem

 

Więc widzicie, moi drodzy czytelnicy, gdyby to był blog z prawdziwego zdarzenia, taki pełną gębą, itede, itepe, to przeczytalibyście tutaj długi opis tortur jakie mi dzisiaj zaaplikowano, zestaw “użalam się nad sobą” numer pięć, tudzież esencję nienawiści w stosunku do stomatologii. Szczęśliwie, celem tego bloga jest co innego, więc oszczędzimy: Czytelnikom drastycznych opisów, mi konieczności znajdywania wyszukanych epitetów, a Internetowi zbędnych bajtów. Ooops, za późno.

 

 Duży pokój przemieciony. Z niejakim rozbawieniem wywaliłem sporo antycznej elektroniki, sporo niepotrzebnych płyt CD/DVD. Zostało się dużo opakowań – w większości slimy ale nie tylko. Jeśli ktoś reflektuje, dajcie znać – odbiór osobisty. Jeśli do niedzieli nikt się nie połaszczy, kol. śmietnik dostanie prezent. No i oczywiście zostało się trochę wartości sentymentalnych, w większości Agaty – ja z racji bycia przyjezdnym większość takiego bagażu zostawiłem w domu rodzinnym (ach, Bajtki stare moje! ach seria czarna książek popularnonaukowych! ach, gier planszowych firmy Ultima kolekcja! :). Następna w kolejce jest szafa w przedpokoju, gdzie złośliwie i podstępnie czają się pudełka od gratów zakupionych na przestrzeni dziejów. Wielka Czystka nadchodzi.

 

A rano zaliczyłem 310-014. Jakoś tak… łatwo, prosto i przyjemnie. Z drugiej strony, to tylko etykietka, nic więcej. I to pierwsza w drabince etykietek, więc niby jakim prawem miałoby być trudno? “Zdający wydaje się być organizmem wielokomórkowym…”

Chcecie bajki?

Oto bajka. To co, prawda czy fałsz? Śmiało, śmiało, najwyżej będę Was musiał podusić :P

Poza tym, to T-14. Jutro będę wyrzucał komputerowe śmieci które się nagromadziły tutaj dookoła. I gdzieś mi jakaś amba wtrząchnęła MD :( Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie – ktokolwiek ma coś co odtworzy MD – niech pomoże, mam unikalne nagranie na jednym MDku, które po prostu nie może przepaść.

Whoa

Ciekawe czy gdziekolwiek tam mają komiksy

A na froncie przygotowawczym: cicha panika. To już tylko dwa tygodnie.