Nocne obserwacje

Kawałek Wrocławia za Odrą, pobłądziłem szukając ul. Jedności Narodowej.

Miasto wygląda jak szereg wąwozów i rozpadlin, obłożonych jednolitą szarą teksturą kamienic.

Boję się

Chyba faza depresyjna cyklu. Dopadła mnie świadomość podejmowanych kroków i ścięło mnie mroźnym lękiem. “A co jeśli…”

Idę sobie pooglądać obrady Sejmu, to zawsze dobrze motywowało.

Welcome to paranoia

Chyba kogoś pogrzało. Tzn. rozumiem starą ustawę, do poprawki, ale Sąd Najwyższy orzekający coś takiego

(tak, wiem, Sąd orzeka zgodnie z literą prawa. A nie mógłby zgodnie z interesem publicznym? Albo z racją stanu? :P)

Duży się potyka, mały śmieje do rozpuku

Jak przeczytałem ten artykuł, to tylko się zaśmiałem w duchu – ot, przykład na brak dialogu pomiędzy zespołami, kiepskie zarządzanie projektem. Bywa, koszta ponoszą nabywcy. Ale to, to proszę państwa jest już wielce wyrafinowana kłoda i kukuła, wepchnięta klientowi Microsoftu. No panowie… taką tandetę ludziom sprzedawać? Wstyd. Czy przeciętny informatyk naprawdę ma odnieść wrażenie że wpompowana w Vistę kasa poszła na fikuśne pudełko i obły interfejs?

Z frontu wiadomego: sukcesy! Wizyta w UM Wrocławia miła, sympatyczna, brakowało tylko baldachimu i miękkich poduszek. Przyjechałem ~7:30, urząd okazał się być już czynny (chyba od 7:00 – na stronie mają że od 8:00). Numerek 052. Aktualnie obsługiwany numer: 004. O 8:20 byłem już poza budynkiem, z potwierdzeniem złożenia wniosku w łapie. Dodatkowo panie przeanalizowały dokładnie moje potrzeby i dzięki ich poradom zaoszczędziłem 17 pln. Z tego rozpędu pobiegłem też od razu do UW a tam – niespodzianka, w kolejce “odbiorowej” tylko dwie osoby. I tym sposobem mam w łapach śliczny nowy paszport. Tylko nie wiem co za draba mi wkleili zamiast miejsca, taka czarno-biała zakazana morda…

Me Tarzan, you Jane.

“Zapraszam Cię na wycieczkę!” usłyszałem w niedzielny poranek. No dobrze, słonko świeci, cieszą się dzieci, jedziemy. Na Opatowice. A tam – wyspa. A na wyspie – fragment lasu wydzielony. Na drzewach – platformy. Między drzewami – linki, pomosty, trapezy – jednym słowem, tor przeszkód w powietrzu.

“I my tam… na górę…?”

Tak jak strona tego przedsięwzięcia jest gorzej niż fatalna, tak sama zabawa – wyśmienita i nieźle pomyślana. Kilka tras, od banalnie prostych gdzie człowiek czuje się niczym tytułowy Tarzan i śmiga pomiędzy drzewami do tras Goryl i Pantera gdzie bezlitośnie obnażana jest słabość i kruchość ludzkiego ciała :) Atrakcje są zróżnicowane, całość dobrze zorganizowana, warto też przyjechać w dzień roboczy lub z samego rana w dzień wolny, by uniknąć tłumów i zatorów na torach.

Od razu przyznam się że mój organizm zaprotestował stanowczo przed trasą najtrudniejszą, mówiąc że iść na to mogę sobie sam, bez niego. Trasa prawie-najtrudniejsza zaliczona, aczkolwiek z momentem wybitnej słabości. Nnnnigdy więcej. No dobra, może nie wcześniej niż za dwa tygodnie. Zweryfikowałem swój pogląd na lęk wysokości, grawitację i nieprzekraczalne granice dowcipu. I świetnie się bawiłem, chociaż samemu ciężko mi w to uwierzyć.

Jeżeli ktoś chce się wybrać: bilet na wszystkie trasy kosztuje 25 pln dla starego byka. Dostajemy uprząż, zapinamy, krótki trening na rozbiegówce i hajda w las. Pierwsza trasa – jasnoniebieska – jest długa, niska i urozmaicona. Człowiek nabiera pewności siebie i nic mu nie straszne. Później – bywa różnie. Ale ogólnie bardzo przyjemne. Rękawiczki mile widziane. Jeżeli grałeś w Prince of Persia (tego nowego) – lepiej odczekaj, niech wywietrzeją Ci z głowy pomysły na fruwanie pomiędzy pomostami, kołowrotki i innego rodzaju matriksowe ruchy.

Polecamy!

Better living through the technology?

Najpierw Skype, teraz Microsoft. Pięknie, prawda? A co poniektórzy sugerują by produkować maszyny bez twardego dysku, takie terminale bo wszystko co trzeba zeskładujemy gdzieś w sieci. A co jeśli sieć akurat dostanie boleści po zsiadłym mleku i raczy udać się na stronę? Czytelniku drogi:

  • masz backup swoich danych?
  • a sprawdzałeś czy ten backup działa?
  • a ile danych masz podpiętych “online”?
  • a wiesz jakie konsekwencje niesie dla Ciebie padnięcie poszczególnych usług – picassy, gmaila, czy czego tam używasz?

Hm?

A z frontu przygotowawczego: pstryknąłem fotkę do dowodu. Zagadnięty w temacie pan fotograf uraczył mnie wieścią że do wizy amerykańskiej wytyczne wyglądają jeszcze inaczej, “ale pan przyniesie to do paszportu na płycie, to zobaczymy co da się zrobić”. Ciekawe jakie gromy wyprodukuję z siebie gdy stanę w kolejce do złożenia wniosku…

Idę pogłaskać kota.

Better living through the technology

Taki eksperyment to ja rozumiem.

The great chicken or the egg dilemma. IPv6 has had operating system and router support for years. But, content providers don’t want to deploy it because there aren’t enough potential viewers to make it worth the effort. There are concerns about compatibility and breaking IPv4 accessibility just by turning IPv6 on. ISPs don’t want to provide IPv6 to end users until there is a killer app on IPv6 that will create demand for end users to actually want IPv6. There hasn’t been any reason for end users to want IPv6 – nobody’s dumb enough to put desirable content on IPv6 that isn’t accessible on IPv4. Until now.

We’re taking 10 gigabytes of the most popular “adult entertainment” videos from one of the largest subscription websites on the internet, and giving away access to anyone who can connect to it via IPv6. No advertising, no subscriptions, no registration. If you access the site via IPv4, you get a primer on IPv6, instructions on how to set up IPv6 through your ISP, a list of ISPs that support IPv6 natively, and a discussion forum to share tips and troubleshooting. If you access the site via IPv6 you get instant access to “the goods”.

 

The problem with Wikipedia…

…już mówiłem, nie? Jak to xkcd pokazał. Moi szanowni czytelnicy, czy też macie tego typu odchyły, że ciekawość przykuwa Was do krzesła/fotela/kanapy, nakazuje przyjmować wystarczające ilości pokarmu i wody by utrzymać działający mózg i czytać/oglądać/dyskutować na jakiś ciekawy temat? Syndrom Zbója Dyploja, po polsku rzecz nazywając.

Rzeczony problem jest tylko pozornie śmieszny – to się chyba kwalifikuje pod jakieś schorzenie psychiczne, czy też natręctwo, przyswajanie wiedzy dla samego przyswajania. Ale – można rzeczone choróbsko rozpoznać, zajść z flanki, zaskoczyć, opanować i zaprząc do pracy. Nie wiem czy mój szanowny promotor pracy magisterskiej¹ też obdarzony został przez los tego typu przymiotem, ale była to jedna z pierwszych osób która zaimponowała mi swoim podejściem do problemów. Jest problem? No to można go rozwiązać. Nie wiemy jak? Doczytamy, wszystko dla ludzi. Koszmarnie imponujące, a jak motywowało do pracy nad sobą.

W każdym razie – wszystkim Dyplojom in spe życzę smacznego i zapraszam tu. Niektórzy z czytelników pewnie serię znają, już raz spamowałem na lewo i prawo filmem o zagospodarowywaniu wolnych cyklów ludzkiego umysłu. Dalej uważam że jest to Bardzo Bardzo Zły Plan, a jego autor będzie kiedyś władcą… no, może nie świata, ale na pewno ludzkich umysłów. Że też on, a nie ja… ale jeszcze nic straconego. No ale ćśśś, póki co.

¹ Panie Michale Morawski, pozdrowienia jeśli Pan to czyta :D

panika/niecierpliwość

“Już jutro chciałbym być w Afryce i poskramiać!”

 

Musze się wykopać z tego limbo w końcu i zacząć… nie, nie poskramiać. Zamykać wątki które są do zamknięcia. Piątek był dobrym startem (paradoksalnie) – uzupełniłem dokumentację zabawek które zostawiam w dotychczasowym miejscu pracy, podrychtowałem wiki (i dalej działa!), polepszyłem i poluzowałem zabezpieczenia jednego z serwerów¹. To teraz to samo, tylko codziennie…. Lista TODO rośnie i rośnie a odznaczać zrobionych rzeczy nie ma komu. Alternatywą jest rozdmuchanie w sobie lenistwa do granic możliwości, tak by rzeczonej listy nie powiększać.

 

A tak konkretnie, to mógłbym już jutro być w Afryce i poskramiać. Bez tych wszystkich przygotowań, procedur, detali i obrzędów. Uprasza się publiczność o zmotywowanie mnie do działania. A, i potrzebuję podręcznik hipnozy, bo muszę jeszcze załatwić jedną ciężką sprawę…

 

Wracając do starych zwyczajów – coś na osłodę czytania nudnego wpisu. Jako pierwszy wystąpi Yo^WChristopher Walken. Genialny teledysk, czyż nie?

 

A dla osób preferujących bardziej niszczycielskie dla mózgu kawałki – Dżyngis Khan we własnej osobie!

 

¹ Jeden z tych sprytnych momentów kiedy czyścisz firewalla i taki pewien zastój na ekranie uświadamia Ci że domyślna reguła to DROP…

Bilet wyklikany

lowcost (rzecz.) – linia lotnicza oferująca usługi przewozowe gorszego sortu, charakteryzująca się dużą ilością opłat ukrytych (zob.).

 

Jedyne miejsce gdzie widziałem jeszcze opłatę za płatność kartą kredytową to pewien chciwy sklep komputerowy we Wrocławiu.